sobota, 2 marca 2013

~ Rozdział 21 cz. I

- Co masz zamiar zrobić? - zapytał Niall siedząc na łóżku. Puściłam to mimo uszu i kontynuowałam rozpakowywanie się.  - No co masz zamiar zrobić? - powtórzył pytanie.
- Nie wiem, nie mam pojęcia. - pokręciłam głową. Bo niby co miałam mu powiedzieć? Przecież sama do końca nie wiedziałam co mam zadecydować. Nie chcę zranić żadnego z nich. Przecież będziemy żyć w ciągłej kłótni i na dłuższą metę nie wytrzymamy pod jednym dachem. - Po prostu już sama nie wiem co mam robić. - odłożyłam bluzkę i oparłam się o ścianę przecierając dłońmi włosy.
- Julcia nie martw się. - pogładził delikatnie mnie po głowie i uśmiechnął się. - Wiesz dobrze, że się ułoży.
- Może i tak ale ja nie wiem co mam robić...
- Wybierz to co dyktuje Ci serce.
- A jeśli moje serce jest nadzwyczaj ciche? Jeżeli nie zabiera głosu bo nadzwyczajnie w świecie samo nie wie co czuje?
- Szczerze? To nie mam zielonego pojęcia a twoje pytania czasami są skomplikowane. - jego wyraz twarzy był cholernie poważny. Ale nie trwał długo po chwili wybuchnął śmiechem a ja razem z nim.
- Głupek. - szturchnęłam go i wróciłam do poprzedniego zajęcia.
     Kompletnie nie wiem co mam ze sobą zrobić. Chodzę w te i we wte po całym pokoju i nadal nic nie wymyśliłam. Już raczej wiem kogo wybiorę ale obawiam się jednego... Obawiam się, że ten drugi może tego nie zaakceptować, że zaczną się kłótnie a tego nie chce. Boję się powiedzieć co czuję nie chce nikogo zranić.. Chyba przeciąganie tego nic nie da? Przecież oni też siedzą pewnie jak na szpilkach i główkują.
- Hej. - rzucam wchodząc do pokoju Liama. - Chciałam pogadać. - dodaję siadając na łóżku.
- No hej. Dawaj. - na jego twarzy pojawia się ten cholerny uśmiech, który wcale mi nie pomaga. Wręcz przeciwnie... Siedzę wpatrując się w niego jak w obrazek. Jest słodki jak zwykle. Nawet nie przeszkadzają mi jego włosy, które są teraz znacznie krótsze niż wcześniej. Dodają mu więcej męskości. - Ziemia do Julki. - machnął dłonią przed moją twarzą i zaśmiał się.
- A a tak już, już. - zaczesuję włosy za ucho i biorę głęboki wdech. - No bo wiesz.. Dużo myślałam o naszej ostatniej rozmowie. - błądzę oczami po pomieszczeniu.
- No Jula mów. - wcale nie przestaje się uśmiechać, łapie mnie za rękę.
- Przemyślałam wszystko i chcę...
- Chcesz...?
- Chcę tylko przyjaźni z twojej strony. - mówię na jednym wydechu. Przestałam czuć jego dotyk na swojej dłoni a z jego twarzy zniknął uśmiech. - Ja.. Ja przepraszam.. - czuję jak do oczu napływają mi łzy. Chłopak wstał i podszedł do okna. - Wiedziałam, że wszystko zepsuję.. Wiedziałam.. - pociągnęłam na nosie. - Przepraszam... - mówię po raz ostatni i wstaję z łóżka w celu wyjścia.
- Nie! Julka czekaj. - znów poczułam jego dotyk. Odwróciłam się i popatrzyłam w jego, oczy które były dziwnie puste. Przytuliłam się do niego i znów się rozkleiłam. - Spokojnie mała. Nie płacz przecież nic się nie dzieje. Rozumiem twój wybór. Przecież nie mogę Cię do niczego zmusić, prawda? - zerknął  na mnie i uśmiechnął się.
- Alee... czuję się podle.
- Nie masz najmniejszego powodu. Jeżeli z nim będziesz szczęśliwa - zrozumiem. Najważniejsza jesteś ty a nnie.. - przytulił mnie i pocałował w głowę.  Przez chwilę odczułam ulgę. Poczułam jak kamień spadł mi z serca ale po drodze gdzieś obdziera mnie. Rana delikatnie piecze i nie daje spokoju.
- Nie chce Cię stracić.
- Ja ciebie tym bardziej. Przyjaciele na zawsze? - wyciągnął dłoń w moją stronę.
- Przyjaciele na zawsze. - uścisnęłam ją i uśmiechnęliśmy się oboje.
Wyszłam od Liama i od razu skierowałam się do pokoju Zayna. Zapukałam i weszłam.
- Dzień dobry, mogę? - uśmiechnęłam się zamykając drzwi.
- Wybacz ale muszę wyjść. Jak wrócę to od razu do Ciebie przyjdę. - powiedział na jednym wydechu ubierając kurtkę.
- No dobra. - zdążyłam powiedzieć. Zayn pocałował mnie w czoło i wyszedł. Wyszedł? Raczej wybiegł... - Chciałam tylko powiedzieć, że Cię kocham.. - powiedziałam do siebie i wyszłam.
Jest piętnasta - o której on wróci? Chyba nie będę czekać w nieskończoność. Wróciłam do siebie i przebrałam się. Pomimo fatalnej pogody, która bardziej przypominała jesień niż lato postanowiłam wybrać się na spacer. Założyłam słuchawki i wyszłam z domu. Szłam przed siebie słuchając Kings of Leon- Sex on fire.  Zdążyłam przyzwyczaić się do tych zatłoczonych ulic Londynu. Pomimo tego iż jest tutaj taki cholerny chaos to ludzie są strasznie mili. Nie spotkałam się jeszcze z żadną osobą, która byłaby nie miła w stosunku do mnie czy do innych. Nie to co Polska. Tam każdy jest dla siebie. Nie istnieje coś takiego jak pomoc innym czy tolerancja. To jest absurd siedząc tutaj w Anglii przez długi czas jestem zaszokowana tym jak różnią się te dwa państwa. Po kilki minutach chodzenia po parku postanowiłam usiąść na jednej z ławek znajdujących się naprzeciwko stawu. Pogoda nadal była nienajlepsza chociaż przez chmury  chciało przebić się słońce.  W pewnym momencie poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Przestraszona odskoczyłam.
- Przepraszam, nie chciałem Cię wystraszyć. - usłyszałam męski głos. Podniosłam głowę i od razu pomyślałam o ucieczce.
-  Yhy. - wymamrałam i odwróciłam się na pięcie.
- Julka! Poczekaj. - złapał mnie za rękę.
- Puszczaj! Nie dotykaj mnie. - wyrwałam mu się.
- Przepraszam.. Chce tylko pogadać. O nic więcej nie proszę.
- Ale ja nie chce. - powiedziałam oschle.
- Daj mi tylko pięć minut, proszę. - jego wyraz twarzy wyrażał więcej niż tysiąc słów. Widać było w jego oczach smutek, żal, przygnębienie.  Zmiękłam.
- Pięć minut. - podkreśliłam i usiadłam ponownie na ławce.
- Posłuchaj.. - zaczął niepewnie. - Chce Cię przeprosić za tamto wtedy...  Jest mi cholernie głupio.. Nawet nie wiesz jak bardzo.. - wbił wzrok w jakiś martwy punkt. - Jestem kompletnym idiotą i wiem, że skrzywdziłem Cię. To nie jest tak, że jak to się stało to na drugi dzień zapomniałem o tym. Wręcz przeciwnie przez te tygodnie cały czas o tym myślałem. Zastanawiałem się co mam zrobić żebyś mi przebaczyła, żebyś chociaż ze mną porozmawiała...  To był najtrudniejszy okres w moim życiu.
- No i co ja mam na to odpowiedzieć?
- Nie musisz nic mówić.. Chce żebyś wiedziała, że żałuję. Że cholernie żałuje tego co się stało. Gdybym tylko mógł cofnąć czas gwarantuje, że to by się nie stało...
- Dlaczego to zrobiłeś? - po co ja o to pytam? Przecież nawet nie chce z nim rozmawiać.
- Nie wiem... Byłem wypity no i... Spodobałaś mi się. Gdybym nie był wtedy pijany! Cholera co mi do głowy strzeliło. - schował twarz w dłoniach. Położyłam dłoń na jego plecach. Nawet nie wiem dlaczego to zrobiłam. Po prostu odczułam, że właśnie tak muszę zrobić.  Lukas podniósł powoli głowę w górę. Nasze twarze dzieliły milimetry. Jego oczy dokładnie śledziły moją twarz. Popatrzył na moje wargi po czym spojrzał mi prosto w oczy. Nie wiem co się ze mną stało. Nasze usta się złączyły a ja dosłownie się rozpłynęłam. Jego pocałunki były powolne i delikatne jakby bał się odrzucenia. Przymknęłam oczy i wplątałam palce w jego włosy. Przyłożył dłoń do mojego policzka.
- Nie... To nie miało się stać... - oderwałam się od niego i odbiegłam. Co się ze mną stało? Dlaczego to zrobiłam? Przecież wcale tego nie chciałam. To w ogóle nie powinno się zdarzyć. 
Przecież ja go nienawidzę. Przecież zrobił mi krzywdę a mimo to... mimo to posunęłam się do tego stopnia, że dałam mu się całować. Pf! Nawet odwzajemniłam go. Jestem kompletną kretynką. 
- No siemaneczko! - usłyszałam głos Nialla kiedy tylko zamknęłam drzwi. - Gdzie byłaś?
- Na spacerze. - rzuciłam szybko i wybiegałam do siebie. Położyłam się i podkuliłam nogi. Co ja najlepszego zrobiłam? Nawet nie chce dopuszczać do siebie myśli, że coś do niego czuje. Kurwa.  Sama nie wiem co czuje. Nie chce go już widzieć na oczy, nie chce. Może jak zniknie z mojego życia to będzie lepiej? Oby..  
Po godzinie rozpaczania nad sobą usłyszałam pukanie do drzwi a po chwili do pokoju wszedł Zayn.
- No hej mała. Chciałaś pogadać?



_________________

Ha! Uwielbiam wszystko komplikować! Nie wiem kiedy  
następny ale myślę że prędko bo mam mase pomysłów :D
Tymczasem zapraszam na moje złotko, zmruż oczy i nowy just friends
do napisania misiaczki ♥

czwartek, 21 lutego 2013

~ Rozdział 20

- Idę się przewietrzyć. - przeniosłam wzrok na Louisa, który właśnie dosiadł się do stolika, w którym siedziałam z jego rodzicami.
- Może pójdę z Tobą? - zaproponował popijając sok.
- Nie trzeba. Dam sobie radę. - uśmiechnęłam się. - Dziękuję za kolację.
- Nie ma za co! - pani Kate złapała mnie za rękę.
Odłożyłam szklankę i wyszłam z domu. Nawet sama nie wiem dokąd chciałam iść. Nie było ciemno więc udałam się w miejsce, które mijaliśmy będąc na koniach. Nie wysoki klif z głośno odbijającą się o skały wodą wydawał się idealnym miejscem do odpoczynku i chwili refleksji. Usiadłam na ziemi podkulając nogi pod klatkę piersiową jednocześnie obejmując je rękoma. Oparłam się brodą o kolana i przymknęłam oczy. Lekki wiatr delikatnie rozwiewał moje włosy. Jest dobrze. W końcu śmiało mogę powiedzieć, że jest dobrze. Wszystko się powoli układa. Mam nowy 'dom', przyjaciół i co najważniejsze mam osobę na której mogę bezzwłocznie polegać. To szczęście ma na imię Louis i jest moim bratem. Cholernie się cieszę, że dopadło mnie takie szczęście. Mimo tych wszystkich niepowodzeń i wręcz porażek jakimi była śmierć rodziców dało mi się zwalczyć ten duchowy ból i ruszyłam przed siebie. Dostałam mocnego kopniaka, który sprawił, że rzuciłam w kąt moją rozpacz, żal, niepewność i stałam się kompletnie niezależną osobą. Stałam się chyba tą prawdziwą Julią, którą powinnam być już dawno temu. Teraz jestem pewna siebie i wiem czego chcę. No własnie została jeszcze jedna sprawa do załatwienia.. Mianowicie nie wiem jeszcze co zrobię z Liamem i Zaynem. Zrobili mi niezłe pranie mózgu i nie wiem co mam z sobą począć. Tak na dobrą sprawę mogłam mieć ich oboje w dupie i nie wybierać żadnego. No właśnie! Brawo Julka przecież taka opcja też istnieje. Z mojego samozachwytu wyrwał mnie dźwięk telefonu sygnalizujący nowe połączenie.
- Halo? - powiedziałam niepewnie dlatego, że nie zobaczyłam kto dzwoni.
- Hej Juluś! - uśmiechnęłam się na sam dźwięk tego głosu.
- Niall! Jak się macie?
- A wszystko w porządku.  A ty jak się masz?
- Nie narzekam. Tylko mi już trochę tęskno za wami.
- Kurde racja, trzy dni zleciały szybko. Co robicie?
- Ja jestem na dworze a Louis z rodzicami w domu.
- Łoo nie boisz się siedzieć tam sama?
- Nie, niby czemu?
- Słyszałem, że często pojawiają się tam wygłodzone wilki...
- Niaall! Zamknij się! - wrzasnęłam na co blondyn wybuchł śmiechem.
- Haha! Wiedziałem, że Cię nabiorę!
- Jesteś okropny. - skwitowałam po czym zaczęłam się śmiać.
- Jestem kochany! Okropny to jest śledź w occie!
- Śledź w occie?! Skąd wiesz jak smakuje śledź w occie?
- A bo Louis kiedyś przywiózł i niestety poskutkowało to kilku godzinnym posiedzeniem w toalecie.
- Hahah!
- Ty już przestań się ze mnie śmiać, co?
- Oj wybacz! Po prostu słuchając waszych historii to wymiękam.
- Dobra śmieszka ja kończę. Zadzwonię wkrótce.
- No dobrze, dobrze.  W takim razie do usłyszenia.
- Trzymaj się, muaaah. - cmoknął do słuchawki.
- Też się nie puszczaj. - zaśmiałam się po czym również cmoknęłam.
- Ale jesteś dowciapna no hoho.
- Też Cie kocham. Pozdrów chłopaków.
- Okej. A ty Louisa i rodziców.
- W porządeczku. Bajo.
- No hej, hej. - wcisnęłam czerwoną słuchawkę i schowałam telefon do kieszeni.
Położyłam się na plecach i przymknęłam oczy. Świat wydaje się tak cholernie łatwy. No własnie wydaje? Za jakiś czas czar pewnie pryśnie. A życie rzuci mi pod nogi kolejne kłody. Po raz kolejny będę cierpieć i nie będę mogła sobie z niczym poradzić. Ale chyba taki jest urok naszej ziemskiej wędrówki, nie sądzicie? Jesteśmy mistrzami, że potrafimy podnieść się po każdym upadku i idziemy z wysoko podniesioną głową.
- Znudziło Ci się już siedzenie w domu? - niespodziewanie usłyszałam głos Louisa, który właśnie przysiadł się do mnie.
- Nie no coś ty. Chciałam pomyśleć trochę. - uśmiechnęłam się w jego stronę.
- Hmm nad czym tak intensywnie myślisz?
- Liam czy Zayn? - zerknęłam na niego.
- Ale że jak? - trochę się zmieszał.
- No, który jest lepszy. Odpowiedzialniejszy i takie tam..
- Oboje są tacy sami, uwierz. Ale Liam nie umie się zaangażować.
- Co mam robić? - westchnęłam.
- Rób to co ci serce podpowiada. - uśmiechnął się i objął mnie ramieniem.
- Kocham Cię. - pocałowałam go w policzek i oparłam głowę o jego ramienie.

To okropne jak ten czas szybko leci. Nie dawno jeszcze co rozpakowywałam walizki a teraz je pakuje. Tydzień minął w zajebistej atmosferze. Rodzicie Louisa są rewelacyjnymi ludźmi. Z panią Kate zdążyłam już złapać super kontakt i świetnie się dogadujemy. To że ma ok. 40 lat jeszcze bardziej sprawia że nadajemy na tych samych falach. Za dwa tygodnie kończą się wakacje. Pasuje w końcu wziąć się za wybranie jakiejś szkoły czy coś w ten deseń. Nie mam zamiaru siedzieć cały czas na tyłku. Sama zresztą. Chłopcy do pracy i szkoły a kochana Juleczka będzie gotować obiady. No jasne! Chciałoby się.
- Trzymajcie się ciepło! Dzwońcie jak dojedziecie. - Kate objęła mnie i Louisa.
- Dobrze, dobrze. - ucałowałam ją w policzek.
- Pamiętaj, że możesz do mnie dzwonić o każdej porze dnia i nocy. Wiesz, ze mozesz na nas liczyć. - wyszeptała mi do ucha.
- Pozdrówcie koniecznie chłopaków. Mam nadzieję, że odwiedzicie nas jeszcze.  - dodał Mark.
- Na pewno wpadniemy. Tym razem większą ekipą. - brat poruszał zabawnie brwiami co rozbawiło wszystkich.
Pożegnaliśmy się po raz setny i wsiedliśmy do auta.
- No to kierunek Londyn. - uśmiechnęłam się zapinając pasy.
- Dobra, tak szczerze. Podobało się?
- Tak. Było fantastycznie. Dziękuję, że mnie tutaj zabrałeś.
- Zadzwoń do chłopaków że już jedziemy. Może zrobiliby jakiś obiadek czy coś.
- Ta, wierzysz w to? - parsknęłam śmiechem. Mimo tego wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer do Nialla, który niestety nie odbierał. Kolejny na mojej liście był Liam, który również nie raczył wcisnąć zielonej słuchawki. No szlag by ich trafił! Po cholerę im te telefony? Zadzwoniłam do Zayna.
- No halo, halo! - odezwał się.
- No w końcu! Dobrze, ze chociaż ty raczyłeś odebrać.
- Coś się stało, że dzwonisz? - jego ton jest nieco zmartwiony(?)
- Czy musi się coś dziać żebym dzwoniła? - parsknęłam śmiechem.
- Nie no skądże. - zaśmiał się.
- Co robicie leniuchy?
- Liam w pracy, Harry z Niallem pojechali gdzieś a ja siedzę.
- No to świetnie się składa. Może jakiś obiadek zrobisz? - zerkam kontem oka na Louisa, na którego twarzy pojawia się uśmiech.
- Postaram się. - zaśmiał się.
- Idealnie! Bo właśnie jedziemy już z Louisem. Będziemy za dwie godziny.
- Kurde no w końcu! - jego głos od razu nabiera tego brzmienia.
- Taak, też się cieszę. W takim razie do zobaczenia.
- Już nie mogę się doczekać. - mimo tego, że tylko słyszę jego głos mam wrażenie że szeroko się uśmiechnął.
- Gotowe. - powiedziałam wciskając czerwoną słuchawkę.
- Łoo supcio!
- Jest dziesiąta, mogę iść spać? - popatrzyłam na  niego robiąc maślane oczka.
- Okej spoko luz. Ale... robisz mi dziś masaż bo mnie plecyki bolą! - cwaniacko się uśmiechnął.
- Pff! Zastanowię się. - szturchnęłam go w ramie. Podłożyłam sobie bluzę pod głowę i zamykając oczy odpłynęłam w krainę Morfeusza.

Nie wiem jak długo bym spała gdyby nie obudził mnie dzwoniący telefon. Przetarłam oczy i sięgnęłam po niego.
- Halo?
- No hej kochanie. - usłyszałam ucieszony głos Nialla.
- Jakiś poważny powód że mnie budzisz? - opieram się ponownie o szybę.
- No wiesz mam do Ciebie prośbę.
- Słucham?
- Podnieś ten łeb i wychodź z auta leniu!!
- Coooo? -  podniosłam głowę i wyjrzałam przez okno.  - Haha, czemu mnie nie obudziliście wcześniej?! - wybuchłam śmiechem na widok chłopaków, którzy stali przed autem.
- Tak słodko spałaś! - rozmarzył się Harry patrząc na ekran telefonu.
- Zrobiłeś mi zdjęcie?! - wrzasnęłam wyrywając mu telefon. - Zabije! - no przesada, nawet zdjęcie mi zrobili!
- Ej nie usuwaj! - krzyknął i wyrwał mi telefon.
- Idioci. - westchnęłam i sięgnęłam po torbę.
- Julka!
- Zayn?! - odwróciłam się  na bruneta.
- Ale się stęskniłem!
- Ja bardziej. - wtuliłam się mocno w niego i zaplotłam nogi na jego biodrach. Trwaliśmy w objęciach dobrą chwilę.
- Juleczko  no bo wiesz nie ważysz 3kg. - jęknął Zayn.
- Aha faktycznie. Sorki. - zaśmiałam się a ten puścił mnie.
- Co powiecie na obiad?! - zaproponował Harry.
Wszyscy przytaknęliśmy i weszliśmy do domu. Od razu poszłam do łazienki umyć ręce i dosiadłam się do stołu. Po chwili na naszych talerzach znalazł się makaron z sosem i serem. Głodna jak wilk złapałam za widelec i wbiłam go w danie.

______________________________

Miałam małe problemy z dodaniem go wczoraj dlatego pojawia się dzisiaj. Stawiam jeszcze na góra 6 rozdziałów i epilog. Miłego czytania! :* Następny ukaże się jak będzie 20 komentarzy.
+ zapraszam tutaj.
++ i tutaj.

ZAYN *_*